Sierotka Marysia

Jakiś czas temu postanowiłam uszyć lalkę, powstał korpus, bo tylko na tyle starczyło mi wtedy zapału. Po dwóch miesiącach wpadł mi w ręce i „lalka” dostała włosy.

Minęło znowu kilka miesięcy i dziś „bidulka” dostała twarz i odzienie. Wiem, szału nie ma, sama zdecydowanie wole swoje plastiki i żywiczki, ale teraz przynajmniej lalka jest skończona i dostała tożsamość. Przedstawiam Wam Marysię, sierotkę, bo więcej za szycie lalek się już nie wezmę.

2

1

Aby tak „brzydko” nie było do końca wklejam jeszcze Emily wygrzewającą się w prawdopodobnie ostatnich promieniach słońca tego lata.

1

Po ostatnich przeżyciach stwierdzam, że moja ostatnia podróż nie była wcale niebezpieczna, bo to ja sama dla siebie jestem największym zagrożeniem. Przedwczoraj wchodząc do samochodu, tak uderzyłam się drzwiami w nos, że aż usiadłam i zobaczyłam gwiazdy, a potem musiałam tamować krwawienie. Wczoraj chciałam pokazać dziecku jak się jeździ „bez trzymanki” na rowerze no i się nie udało. Zaliczyłam klasyczną glebę, do tej pory boli.